O autorze
Justyna Sabalska- od czerwca jest mamą. Miała nią zostać później, lecz los zdecydował inaczej. W 30 tygodniu ciąży nastąpiło rozwiązanie. Dziecko urodziło się mając 1550 g. To były ciężkie chwile. Na szczęście są już za nimi. Synek rozwija się dobrze i jest bardzo radosnym malcem. Założyła bloga http://wczesniakicodalej.pl by pokazać innym rodzicom, których los również ciężko doświadczył, że mimo początkowych trudności wszystko może być dobrze.

Od kroplówki do butli, czyli droga do domu wcześniaka

Kiedy sprawy z dzieckiem zaczynają się normować, a jego stan zdrowia poprawiać, rodzice zaczynają się zastanawiać: jaką jeszcze drogę musimy przejść. Z wcześniakami jest inaczej niż z dziećmi donoszonymi. Tu nie chodzi tylko o wagę. Najważniejsze jest, żeby dziecko nauczyło się jeść. Nie zapominając przy tym o oddychaniu. My całą tę drogę przebyliśmy bardzo szybko. Młody zaskoczył nie tylko rodziców, ale i lekarzy. Oni nie wierzyli, że tak się chłopak pozbiera.

Kiedy rodzi się skrajny wcześniak, jego jelita nie są gotowe na przyjęcie pokarmu. Dlatego na samym początku musi przyjmować pokarm dożylnie. Nie ma się co temu dziwić. W końcu jeszcze przez kilka miesięcy powinien być karmiony przez pępowinę.

Żeby przygotować dziecko na kolejny krok pielęgniarki "pędzlują" usta malucha siarą, którą uda Ci się ściągnąć matce. Moje dziecko dostawało po dwie krople. Ale podobno to krople na wagę złota. Dzięki temu dziecku łatwiej będzie przyswajać pokarm w przyszłości i obniża się ryzyko martwiczego zapalenia jelit.

I chyba dzięki temu szybko przeszliśmy do następnego etapu, czyli do karmienia przez sondę. Tak by pokarm trafiał bezpośrednio do żołądka. U nas nastąpiło to w trzeciej dobie. Jeszcze byliśmy na OIOMie. Wygląda to strasznie. I pierwsze co rodzicom przychodzi do głowy: jak to musi uwierać. Podobno dzieciom to wcale nie przeszkadza. Ciężko w to uwierzyć. Wyobraź sobie, że masz rurkę w nosie, która idzie przez gardło do żołądka i to ma Ci w niczym nie przeszkadzać. Ale fakt, Młody nie płakał ani się nie marszczył podczas zakładania i wyjmowania tej sondy. Więc może nie kłamali.

Kolejny etap to jedzenie butlą. Etap ten raczej nie zostanie podjęty przed osiągnięciem 33-34 tygodnia. A to dlatego, że dopiero w tym czasie pojawia się u dzieci odruch ssania. I rzeczywiście Młody podjął jakiekolwiek próby właśnie w 33 tygodniu. Jednak jeszcze nam się nie śniło, żeby zjadł cały posiłek butlą. Na początku dziecko dostaje do ssania palec, kiedy jest karmione sondą. I to też nie przy każdym posiłku. Bo nie zawsze chce mu się ssać. Palec dostaje po to, żeby kojarzył ssanie z przyjmowaniem pokarmu.


Nie chodzi tu tylko o naukę ssania. To co spędza sen z powiek rodziców to koordynacja ssania połykania i oddychania. I to powstaje problem. Bo wcześniaki często pięknie ssą tylko zapominają przy tym oddychać. Z naszych doświadczeń wynika, że najłatwiej dziecku zapanować nad ssaniem i połykaniem. Najpierw ssie potem połyka i jakoś daje radę się najeść. Tylko dołączenie do tego oddychania. O to już jest level expert.

Mieliśmy szczęście. Młody już 6 dnia opuścił OIOM i już nigdy tam nie wrócił. Kiedy przyszedł 33 tydzień byliśmy już więc na sali przejściowej, potocznie zwanej "dwójką". I tam właśnie rozpoczął swoją naukę ssania. Na szczęście my nie mieliśmy problemów z bezdechami. Na początku trochę nam saturacja spadała, ale Młody nauczył się nad tym panować tak, że nie zaliczał "zjazdów".

Niesamowite z jak małych rzeczy ludzie potrafią się cieszyć. Przychodziłam i każdego dnia pytałam: Ile dostaje na posiłek i ile zjadł butlą. To było niesamowite, że każdego dnia widać było postęp. Każdego dnia a to zjadł kilka mililitrów dziennie. Albo zjadł mniej na posiłek, ale za to dwa razy.

U nas etap sonda + butla trwał dwa tygodnie. Nie wiem czy to długo czy krótko. Nam te dwa tygodnie ciągnęły się jakby w nieskończoność. Ale tak naprawdę to chyba całkiem ładnie to poszło. Do tego stopnia, że informacja: "Idziecie do domu" była wielkim szokiem i zaskoczeniem.

Dla mnie najpiękniejszy moment to chwila, kiedy mogłam pierwszy raz go nakarmić. Wreszcie zaczęłam się czuć jak matka. Mogłam nakarmić moje maleństwo.

Oczywiście nie było to ani łatwe, ani bezproblemowe. Nie raz zdarzyło się, że nie chciał już reszty dawki, a przychodziła pielęgniarka i zjadał ze smakiem. To były trudne momenty. Czemu ktoś obcy umie go nakarmić a ja nie?

Jestem przekonana, że takie chwile przeżywała każda mama.

Zapraszam na Wcześniak i co dalej
Trwa ładowanie komentarzy...