O autorze
Justyna Sabalska- od czerwca jest mamą. Miała nią zostać później, lecz los zdecydował inaczej. W 30 tygodniu ciąży nastąpiło rozwiązanie. Dziecko urodziło się mając 1550 g. To były ciężkie chwile. Na szczęście są już za nimi. Synek rozwija się dobrze i jest bardzo radosnym malcem. Założyła bloga http://wczesniakicodalej.pl by pokazać innym rodzicom, których los również ciężko doświadczył, że mimo początkowych trudności wszystko może być dobrze.

Pierwsze spotkanie

Wiele razy wyobrażałam sobie nasze pierwsze spotkanie. W każdej wizji poród przebiegł bez problemów i komplikacji. Krzyś był zdrowy, a ja mogłam go tulić i bez problemu karmić piersią. Rzeczywistość okazała się brutalna. Nic z powyższych się nie spełniło. Pierwsze spotkanie z wcześniakiem wygląda zupełnie inaczej.


Kiedy jeszcze leżałam na sali pooperacyjnej od razu kiedy tylko poczułam, że znieczulenie mnie puszcza zaczęłam przebierać nogami. I to dosłownie. Wszystko po to, żebym była gotowa pójść do mojego syna o własnych siłach. Na szczęście dostałam salę na tym samym piętrze co OIOM. Miałam blisko i dzięki temu dałam radę.

Jeszcze przed tym jak mnie uruchomili, czyli kazali wstać, próbowałam sobie wyobrazić jak to będzie. Jak będzie wyglądało nasze spotkanie. O wcześniakach wiedziałam tyle co większość społeczeństwa, czyli nic. Nie wiedziałam jak może wyglądać, zachowywać się. Nigdy wcześniej nie byłam też na dziecięcym OIOMie.

Tak więc kiedy weszliśmy z mężem na salę myślałam, że mi serce stanie. On taki malutki... Chociaż na sali był nazywany Grubaskiem. Dopiero kiedy się rozejrzałam po sali zrozumiałam dlaczego. Obok dziecko 900 gramów, po drugiej stronie 650. A nasz Krzyś ważył 1550 gramów. W sumie przez cały pobyt w szpitalu nie było na OIOMie tak dużego malca.


Podeszliśmy do inkubatora. Pierwsze co zobaczyłam to wszechobecne rurki i pampers. Zwykły papmers rozmiar 1 wyglądał na nim jak jakieś monstrum, które połknęło nasze dziecko. Krzysiowi wystawały z niego tylko nóżki i rączki. Trochę się gubił w tym wszystkim. Był podłączony do respiratora, który za niego oddychał. Miał stale mierzone ciśnienie, podłączoną kroplówkę, bo był karmiony dożylnie. Były tam jeszcze inny rurki, ale skupiałam się tylko na tych najważniejszych.

Jego wygląd bardzo odstawał od noworodków jakie zna większość ludzi. Wyglądem przypominał małego starca, bo był cały pomarszczony, i małpkę bo był cały owłosiony. Owłosione miał plecy, nogi, twarz. Za to nie miał brwi ani rzęs.

To naprawdę trudne doświadczenie rodzicielstwa, jeśli pierwsze co widzisz to to jak twoje maleństwo walczy o życie. Choć szczerze mówiąc nie dopuszczałam do siebie takiej możliwości. Tak naprawdę nawet sobie nie zdawałam sprawy w jak ciężkim był stanie. Uświadomiła nas Pani doktor, kiedy zapytałam czy jest szansa, że nasze dziecko będzie rozwijać się normalnie. Czy ma szansę na to, żeby nie cierpieć przez całe życie. W odpowiedzi usłyszałam: "Proszę Pani, my teraz walczymy o jego życie". To był dla mnie cios. Czy po tym wszystkim ja naprawdę mogę go stracić? Nie może umrzeć, przecież dopiero co przyszedł na świat...

W byciu mamą wcześniaka najtrudniejsza nie jest na początku walka o jego życie, tylko przygniatające poczucie winy. Wiesz, że to co się stało mogło się stać z twojej winy. Tak naprawdę odrzucasz inne możliwości i skupiasz się tylko na tym co zrobiłaś źle. Poczucie winy jakie towarzyszy narodzinom wcześniaka dla mnie było ogromnym ciężarem. Gdyby nie mąż nie dałabym rady. Pomogła mi też jedna położna która powiedziała, że gdybym zgłosiła się do szpitala następnego dnia już by go nie uratowali, więc powinnam myśleć raczej, że uratowałam mu życie. Od tamtej chwili było łatwiej, choć zajęło mi to chwilę, żeby się z tym uporać. Tak naprawdę to nie wiem czy kiedykolwiek odpuszczę sobie za to co się stało. Chociaż teraz myślę o tym już rzadziej.

Pierwsze nasze spotkanie zakończyło się moim potokiem łez. Mąż trzymał się lepiej chociaż chyba był w podobnym stanie. Jedyne o czym myśleliśmy to co będzie dalej. Po wiadomości, którą otrzymaliśmy od lekarz prowadzącej nie umieliśmy sobie tego poukładać. On naprawdę może umrzeć? Tylko o tym myśleliśmy. A jeśli przeżyje to czy po takich problemach będzie normalnym szczęśliwym dzieckiem? Nie wiedzieliśmy jakie są na to szanse. Dziś wiemy, że możliwości tych maleństw są ogromne. A wola życia niesłychanie wielka i przerasta chyba niejednego dorosłego.

Zapraszam na wczesniakicodalej.blogspot.com
Trwa ładowanie komentarzy...